Wiersz mości się w szczelinie. Wywiad z Anną Górecką

gorecka_epw

Anna Górecka podczas spotkania z Aniko Polgar

„Anikó Polgár szuka dla swoich bohaterek przestrzeni, w której mogłyby odzyskać wolność i godność, a polem jej poszukiwań jest oczywiście literatura. Te wiersze są miejscem wolności kobiety” – mówi o twórczości węgierskiej poetki Anna Górecka. Tom Archeolożka w czólenkach był nominowany do nagrody Europejski Poeta Wolności w 2016 roku. Z tłumaczką zbioru wierszy rozmawia Zofia Zaleska. 

Író – to po węgiersku zarówno pisarz, jak i pisarka, nie rozróżnia się rodzajów gramatycznych. Ale w literaturze węgierskiej nie ma analogicznej równości.

Rzeczywiście nie rozróżnia się rodzajów. Ale większość zawodów czy stanowisk ma swoje formy żeńskie, które się tworzy przez dodanie na końcu wyrazu słowa nő, czyli kobieta. Są więc na Węgrzech chirurżki, architektki, a także pisarki. Pisarka to írónő. Pod tym względem węgierszczyzna jest bardzo demokratyczna. Natomiast węgierska scena literacka istotnie wydaje się dość patriarchalna, mimo że w ostatnich dwóch dekadach pojawiły się dziesiątki autorek. Węgrzy mają kłopot z rewizją kanonu literackiego, o czym świadczą choćby podręczniki szkolne i akademickie oraz najnowsze historie literatury, które wyraźnie ignorują pisarstwo kobiet. Również dyskurs literacki zbyt często używa niemerytorycznych argumentów w odniesieniu do twórczości kobiet. Punktem odniesienia dla wielu literaturoznawców, krytyków, recenzentów nadal jest literatura „męska”. Nie szkodzi, ten stan rzeczy się zmieni, już się zmienia. Szkoda tylko, że ów dyskurs przegapia coś, co później będzie trudno odtworzyć, bo da się to zrobić tylko na gorąco – warto by poddać refleksji to, jak kobiety poszukują języka czy raczej języków. Tymczasem kobiety piszą kolejne książki. Piszą o sobie nawzajem. I przekładają zaległe lektury z zakresu teorii feminizmu. Robią swoje.

W 2014 roku przygotowała pani numer „Literatury na Świecie” poświęcony twórczości nieznanych w Polsce węgierskich poetek, prozaiczek, krytyczek. Znalazły się w nim między innymi pani przekłady wierszy Anikó Polgár z tomu Archeolożka w czółenkach. Dlaczego wybrała pani tę poetkę?

Przed chwilą mówiłam o tym, jak nieuważnie węgierski dyskurs traktuje pisarki. Niech rzuci kamieniem, kto jest bez winy. W „Literaturze na Świecie” węgierscy pisarze goszczą dość często, a jednak kobiet było tam jak na lekarstwo. Przed 2014 rokiem bodaj dwie – Margit Kaffka z jednym opowiadaniem i Zsuzsa Rakovszky ze sporą dawką wierszy i prozy. Numer z 2014 miał nadrobić te zaległości. W wierszach Anikó Polgár lubię odwołania autorki do mitologii antycznej, żeby opowiedzieć o uniwersalnym wspólnotowym doświadczeniu kobiet. Współczesność dzięki antycznej scenerii zostaje tutaj uwznioślona, zaś antyk – dzięki atrybutom współczesności – schodzi na ziemię. Dystans między tymi dwoma odległymi światami zanika – przecież podstawowe paradygmaty życia ludzkiego są niezmienne. Różnią się tylko języki, które snują opowieść. A Polgár opowiada z ironią i nie zostawia w wierszach żadnych ideologicznych pieczątek.

W wierszach Polgár bohaterki mitów to zwykłe kobiety – Niobe „rodziła już trzynaście razy”, Helena jest zmęczona i znudzona karmieniem dziecka, Hermiona wspomina miłosne SMS-y od Orestesa. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że zestawienie antyku z codziennością przynosi pociechę, ale po chwili orientujemy się, że to wątła otucha. Historia jest od wieków taka sama – kobiety zmagają się z cielesnością, poświęcają dla innych, rozpaczają po stracie i są w tym wszystkim samotne.

Dla Anikó Polgár źródłem wspólnego doświadczenia kobiet w każdej epoce, także tych ze świata fikcji, jest z jednej strony natura, z drugiej kultura – dwie siły, które trzymają je w osobliwym potrzasku. To główny temat literatury kobiecej i przedmiot namysłu dyskursu feministycznego. Rzecz w tym, żeby mówiąc o tej opresji, opowiadać na coraz to nowy, inny sposób, wciąż rozglądać się za adekwatnym językiem i czasem go znajdować. Otóż Polgár szuka dla swoich bohaterek przestrzeni, w której mogłyby odzyskać wolność i godność, a polem jej poszukiwań jest oczywiście literatura. Te wiersze są miejscem wolności kobiety, która pozostaje niewolnicą własnej natury. A wiersz z tej niewoli wyzwala. Być może przynosi to, o czym mówi Hildegarda z Bingen, kiedy przywołuje „radość rozlewającego się tekstu”. Co prawda natura i kultura trzymają ze sobą sztamę, ale kobiety szukają między nimi szczelin wolności – w takiej szczelinie mości się wiersz Polgár. Jego bohaterki bywają fortunnie zwycięskie, jak choćby Hermiona.

Miewają też chwile małych triumfów – w wierszu Dionizos, urodzony dwa razy Hera z satysfakcją przygląda się cierpieniom Zeusa, z którego uda rodzi się Dionizos. Ma pani jakiś ulubiony wiersz z tego tomiku?

Między innymi lubię właśnie dwa wiersze, w których to mężczyzna, Zeus, musi znosić dolegliwości związane z ciążą – ten przywołany przez panią oraz drugi, zatytułowany Cesarskie cięcie Zeusa. Jednak triumf Hery wyrażający się w słowach „smak zemsty jest słodki” to zaledwie chwilowa satysfakcja. Owszem, Zeus jest żałosny w tej osobliwej ciąży – ma mdłości i zawroty głowy, spuchnięte kostki, a udo, w którym nosi Dionizosa, cały czas boleśnie pulsuje. Zwróćmy jednak uwagę, że po cięciu cesarskim, które sam sobie zrobił, szybko doszedł do siebie: już niebawem ruszył do Teb, a jego kroki „znów grzmiały, mocniej niż kiedykolwiek”. Znów jest wolny w przeciwieństwie do kobiety, dla której poród oznacza początek jeszcze większej niewoli. A poza tym Zeusa nikt nie upokarza, nikt nie traktuje instrumentalnie jego ciała, nikt nie gmera mu w trzewiach.

Jak to w jednym z wierszy Parys ginekolog robi antycznym boginiom?

No właśnie. Przeciwnie, ciąża Zeusa jest kwestią jego wyboru, godnym podziwu aktem heroizmu, a nie oczywistością wynikającą z wyroków natury. Jego poród ma wymiar męski i boski: Gromowładny dał życie Dionizosowi, a wtedy „nad Olimpem przemknął zygzak błyskawicy”.

Z jakiej pozycji opowiada te historie sama poetka, kim jest tytułowa archeolożka w czółenkach, która podróżuje między przeszłością a teraźniejszością, „patrzy w głąb kamienia, ale nie przenika go wzrokiem”?

Polgár jest z wykształcenia filolożką węgierską oraz klasyczną. Przekłada z kilku języków: z łaciny i greki, z fińskiego, czeskiego i słowackiego. A zatem czerpie inspirację z kilku różnych przestrzeni literackich. Lubi je mieszać. Tym razem to głównie antyk pomieszał się ze współczesnością, zapewne za sprawą podróży po Włoszech i Grecji, którą Polgár jakiś czas temu odbyła. Jej wiedza i namysł nad kulturą antyczną w połączeniu z emocjami współczesnej obserwatorki nasyciły te dwa światy szczególną energią. A archeolożka w czółenkach, przewodniczka tamtej wycieczki, to ktoś, kto oprowadza po zabytkach antyku, ale także po zakamarkach świata poetyckiego. Cicerone w spódnicy.

Ta podróż to także wyprawa w przeszłość języka. Polgár używa na przykład antycznych form metrycznych. Czy udało się je oddać w przekładzie?

Świat antyczny Polgár nasyca emocjami współczesnej kobiety, a świat współczesny przeżywa przez pryzmat antyku. Siłą rzeczy dochodzi tutaj do spotkania dwóch języków poetyckich. Przy czym ani tych światów, ani tych języków nie dzieli żadna granica. Przenikają się: współczesną scenerię Polgár co rusz wypełnia treścią antycznych lektur, używa antycznych miar wiersza, ale bardzo swobodnie, a język wysoki przeplata współczesnym językiem potocznym, tworząc spójną, pełną ironii dykcję poetycką. Znalezienie ekwiwalentu tej dykcji jest podstawowym zadaniem tłumacza. Jej wiersze nie nastręczają jednak specjalnych trudności formalnych – autorka nie rymuje ani nie uprawia karkołomnych zabaw językowych – trudność polega na czym innym. Jej utwory są pełne szyfrów, które trudno rozwikłać między innymi z powodu tej heterogeniczności świata poetyckiego. W wierszu Delfy. Noc filologa wers „Skrzydła umarłego, gdy muskają śpiwór…” będzie niejasny, dopóki nie zrozumiemy, że ów filolog (albo filolożka) podczas podróży śpi w śpiworze, i że w antyku dusze zmarłych często przedstawiano pod postacią nocnego motyla. Bohaterowie wiersza Filemon i Baucis w West Endzie wcale nie przebywają w Londynie, lecz w budapeszteńskim centrum handlowym o nazwie West End. Przykłady można mnożyć.

Polgár należy do mniejszości węgierskiej mieszkającej na Słowacji, pisze z dala od Budapesztu. Czy ma to wpływ na odbiór jej twórczości w kraju?

Literacka mapa Węgier jest bardzo skomplikowana, bo poza centrami w kraju są też centra poza jego granicami, w Rumunii, Serbii, Słowacji. Oraz twórczość emigracyjna. Kontakt między nimi był raczej nikły, dlatego węgierska literatura jest tak różnorodna. Budapeszt izolował się nawet od Nowego Sadu, gdzie Węgrzy w drugiej połowie XX wieku pisali nowocześniej niż ich koledzy w kraju macierzystym. Po 1990 roku Budapeszt stał się stolicą kulturalną wszystkich Węgrów, która jednak na prowincję spogląda z wyższością. Na szczęście są też na Węgrzech mniejsze ośrodki, nadrabiające zaniedbania metropolii, na przykład Szeged czy Pécs, gdzie działa czasopismo „Jelenkor”, które często publikuje wiersze Anikó Polgár. Tymczasem poetka znana jest głównie wśród mniejszości węgierskiej w Słowacji.


 

wolneslowa_okladka_PL

Wywiad Zofii Zaleskiej z Anną Górecką, tłumaczką poezji Anikó Polgár, pochodzi z książki „Wolne słowa. Zestaw podręczny do ćwiczeń indywidualnych i zbiorowych” pod redakcją Grzegorza Jankowicza i Zofii Król, wydanej w ramach festiwalu Europejski Poeta Wolności.