Podczas uroczystości wręczenia nagród 17 kwietnia 2026 roku laudację dla laureatek Nagrody Literackiej Miasta Gdańska Europejski Poeta Wolności, Aminy Elmi i Bogusławy Sochańskiej, wygłosił Krzystof Czyżewski, przewodniczący Jury Nagrody.
„Pod wielkim parasolem o nazwie Dania istnieje wiele Danii”. Te słowa Aminy Elmi możemy odnieść do niej samej jako osoby, poetki i aktywistki. Jak wiele światów mieści się między Mogadiszu i Kopenhagą, w językach somalijskim, duńskim i angielskim, na styku kultur afrykańskiej, muzułmańskiej i queer, na frontach walki z przemocą, od patriarchatu po radykalną lewicę. W światach tych, jak w zwierciadle, przeglądają się losy i książki finalistów obecnej, dziewiątej edycji Nagrody Europejskiego Poety Wolności.
Gen nomadyczny i stara pamięć Aminy Elmi o niemożliwości posiadania domu znajdują wyraz we wspaniałych wierszach wędrownych Luigiego Nacciego, tłumaczonych przez Joannę Ganobis. Geniusz formy klasycznej i wprowadzenie Greków w dyskurs o świecie współczesnym w poezji A.E. Stallings, tłumaczonej przez Janusza Solarza, koresponduje z filozofią wiersza, który w formie gramatycznej i rymach zawiera strukturę wszechświata, filozofii odkrytej przez Aminę Elmi w twórczości nieżyjącej już duńskiej poetki Inger Christensen. Wiersze Barbarzynki, jak świadomie nazywa siebie czasem nasza laureatka, silnie rezonują z dziełem Rogera Robinsona, Londyńczyka z Trinidadu, łączącego słowo z muzyką i w wierszach tłumaczonych przez Bartosza Wójcika dającego przejmujące świadectwo uchodźczym doświadczeniom ludności Czarnego Atlantyku. Głos zamieszkującej Europę globalnej większości niejednokrotnie rozbrzmiewał wśród finalistów gdańskiej Nagrody, a teraz – po raz pierwszy – sięga po najwyższy laur. To, co zbliża światy Aminy Elmi i Laimy Kreivytė, tłumaczonej przez Dominikę Jagiełkę, to kobiece ciało i związana z nim negatywna kontrola społeczna jako ważne, choć nie jedyne przecież terytorium walki o wolność. Buntownicza, a jednocześnie pełna empatii twórczość tych poetek zawiązuje głębokie siostrzeństwo z odważnie wolnościową – tak w sferze języka, wyobraźni, jak i obyczajowości – poezją Nory Iugi, tłumaczoną przez Enormiego Stationisa. Jest coś jeszcze, co istotnie łączy Aminę Elmi, najmłodszą laureatkę Nagrody, z 95-letnią poetką z Rumunii. W finale EPW znalazł się legendarny tom Nory Iugi Niewola kręgu z 1970 roku, będący jej debiutem poetyckim. Debiutem jest również opublikowany w 2023 roku tom Aminy Elmi Barbarzyńca [Przedmiot milczenia], z którego tłumaczka Bogusława Sochańska uczyniła główną zawartość zwycięskiej książki poetyckiej. Dodać do tego powinniśmy jeszcze debiutancki tom innego finalisty EPW, przedwcześnie zmarłego, palestyńsko-duńskiego poety Yahyi Hassana. Oto ważne imię wolności: siła debiutu, wolnego od rutyny, od sławy, od rynku, od celebry, od autocenzury – wolnego.
Oto Amina Elmi. Shapeshifter, zmiennokształtna. Po matce odziedziczyła niezłomność, po ojcu moc, by w życiu iść, nie uciekać. Przygotowuje się na wszystkie walki, bo w tym świecie nie ma prostego wyboru między idź i zostań. Nie może sobie wyobrazić ucieczki od języka, w którym wyznała pierwszą miłość. Co reprezentuje w świecie jej ciało? Stan nagłości. Wobec spojrzeń, które chcą ją zatrzymać zesztywniałą i grzeczną, wykrzywia twarz, robi się brzydka. Być Barbarzynką w Europie to w jej rozumieniu żyć godnie i w zgodzie z sobą. Ta postawa zbliża ją do człowieka zbuntowanego Alberta Camusa albo Pana Cogito Zbigniewa Herberta, który szedł wyprostowany pośród tych, co na kolanach. Ale ona mówi nam o tym dzisiaj innymi słowami: „jeśli masz żyć, / żyj wolny albo umieraj jak drzewa, stojąc”. Słowa te pochodzą z wiersza palestyńskiego poety Mahmouda Darwisza. I tak jest dobrze. I dobrze, że dodaje jeszcze, przestrzegając młodych, aby nie czynili z tego „papki” poczucia moralnej wyższości. Traci wiarę, nie w Boga, tylko w człowieka. „Ale dziś – pisze – przemienię cały ból w wyjście awaryjne”. Każdy jej wybór chce być gestem w stronę możliwości. Europejska Poetka Wolności.
Europejska
Tom poezji Aminy Elmi rozpoczyna się i kończy pokazaniem środkowego palca. Komu? Europejczykom, którzy rozumieją tylko europejskich uchodźców; dążącym do asymilacji zamiast integracji, wierząc naiwnie albo kłamiąc, że przez wykorzenienie i zastąpienie rodzimego języka nowym, uchodźca zniknie. Kto pokazuje trzeci palec? Uchodźczyni, która wie, że nie roztopi się w nowym społeczeństwie, bo nie pozwoli jej na to odziedziczona pamięć; bo chce walczyć o Europę, która zrozumie i przyjmie doświadczenie przychodźców z Afryki i innych części świata, czyniąc je częścią wspólnego, europejskiego losu.
Europa Aminy Elmi leży pomiędzy kolorem skóry a dżinem, duchem z wierzeń afrykańskich, żywo obecnym w jej poezji. „Wznosimy się ponad ograniczenia skóry” – pisze w literacko wyszukanym języku duńskim. Ale pomiędzy tym aktem, a przeistoczeniem się w dżina, rozpościera się cały świat, dla uchodźczyni świat bez języka, bez bogactwa, pełen trędowatych, desperacko poszukujących siebie nawzajem. Działanie rewolucyjne to nie stawianie ulicznych barykad, ale wypełnianie pustki nowymi symbolami, opowieścią pragnącą zebrać poranionych wojnami kulturowymi ludzi w jedną wspólnotę, szczerą rozmową, na przykład w prowadzonym przez kobiety meczecie, w którym nikt nie boi się stawiać najtrudniejszych pytań. Walka o tożsamość? Ale „to mit / nie ma tu głosów losów / które nie odzwierciedlają się wzajemnie”. Walczy, to jasne. „Nauczyłam się uciekać od pełnych dobrych chęci mężczyzn, którzy czytają Bachann i ozdabiają się francuskim kinem artystycznym…” Walczy z muzułmanami w jej kręgu, którzy od modlitw za zmarłych częściej wznoszą modlitwy za młodych, ich nowy sposób życia (odrzucenie chust, homoseksualny coming out, buntowniczość) traktując za zejście z „prostej drogi”. A jednocześnie pisze: „wyciągam rękę do ciebie na którego krzyczę”. I czujemy, że za tymi słowami stoi działanie, jak u somalijskiego szamana, który prośbą do boga chmur Waaqa potrafił przywołać deszcz.
Rozmawiając z babcią na Face Timie, mówi o sobie „my, żyjący na Zachodzie”. Europejczykom lękającym się utraty tożsamości kulturowej odpowiada: „Rezonując, ratujemy się wzajemnie”.
Poetka
Gdy język jest zniszczony, gdy język nie działa, uczymy się porozumiewać ze sobą czytając sobie z oczu. Tak toczy się rozmowa Aminy Elmi z matką. Nawet jednak, gdy język jest pod ręką, dobrze opanowany, okazuje swoją niewystarczalność. Czyż nie dzieje się tak również pomiędzy autorką a tłumaczką? Wyczuwalne w przekładzie Bogusławy Sochańskiej porozumienie z poetką, obejmujące także ułożenie, zatytułowanie i opisanie tomu Z całej miłości, wykracza daleko poza kompetencję językową. Nie bez znaczenia jest tutaj fakt, że Bogusława Sochańska znakomicie zna i przekłada współczesną literaturę duńską, w tym wspomniany już wcześniej tom Yahyi Hassana, poety, którego nasza laureatka wymienia pośród najważniejszych dla niej inspiracji literackich. Ale i to nie wyczerpuje tajemnicy tego porozumienia. Amina Elmi wspomina poetę Johannesa Anuyuru, którego ojciec przybył do Szwecji z Ugandy, i który opisał kiedyś jak Miles Davies zachęcał swoich muzyków do grania tego, czego nie widać na papierze.
Moment wejścia w przestrzeń poza słowem czy poza zapisem nutowym, jest ważny nie tylko dla relacji między autorką i tłumaczką. Dla Aminy Elmi kryje się w tym istota bycia poetką. Na straży wiersza stoi patrzenie sobie w oczy. W mitologii somalijskiej wszechświat utrzymywany jest w równowadze na rogach byka przez wieczność wpatrzonego w uwiązaną przed nim krowę. Odwrócenie spojrzenia sprowadza katastrofę. „W snach – pisze Amina Elmi – twoje oczy nigdy nie unikają moich: przez chwilę chronimy los innych ludzi.”
Patrząc w oczy, zachowujemy twarz. Poetka stara się pisać tak, aby wiersz był jak człowiek, któremu utrata twarzy odbiera wolność: „nie stracisz nigdy twoich twarzy / tak jak wiersz nie straci swojej”. Patrzymy w oczy mając dwa serca, jedno – w języku dziecka – nazywane księżycowym, jest „sercem pod moim sercem”, i to pod nim ukryty jest język zdolny obłupić skorupy i odsłonić prawdę. Bogusława Sochańska, decydując się zatytułować tom Z całej miłości, wskazała na to, co najważniejsze w jego wewnętrznej treści, pomiędzy pojawiającym się na obu jego krańcach gestem wkurwu.
Dlatego nie przypadkowo w poetyckiej opowieści Aminy Elmi pojawia się Elmi Boodhari. Ten piekarz z portowego miasta Berbera zakochał się w pięknej Hodan, i został poetą do końca życia tworzącym wyłącznie jej poświęcone wiersze. Platoniczna miłość Boodhariego dała literaturze somalijskiej, zdominowanej przez temat wojny i plemiennej zemsty, tworzonej przez poetów posługujących się – jak mówiono – „językiem żmij”, najpiękniejsze liryki erotyczne. U Aminy Elmi wyśmiewany przez sobie współczesnych, wyklęty przez własne plemię poeta pojawia się jako wspomnienie pierwszej miłości matki, która – słuchając chłopaka recytującego wiersze Elmiego – czuła się jak Hodan. Czytając o tym, zdajemy sobie sprawę, że w powietrzu zawieszone zostaje przez poetkę pytanie o możliwość takiej miłości w innym języku, innym miejscu, innej kulturze.
Być poetką to sprostać wyzwaniu stworzenia tak prawdziwie intymnego środowiska dla miłości. A także buntować się przeciwko światu, w którym literatura mniejszości może być jedynie świadectwem. I poddawać w wątpliwość swoje bycie poetką, bo zamiast szczególnej wrażliwości na świat ma się ochotę nawrzeszczeć ludziom w twarz. Bo „wiersz nie musi ratować świata / musi tylko godzić fakt że tego pragnie / z faktem że nie potrafi”. I być głosem „moich ukochanych żywych i umarłych wszystkich w jednym”. I uparcie upominać się o prawo do ironii, do bycia Z CAŁĄ MIŁOŚCIĄ.
Wolności
Wiersz o wolności otwiera obraz szczęśliwych kobiet idących się kąpać. Jedna z nich czuje się zawstydzona, bo nie zdążyła przywyknąć do nagości. Dopiero dalej padają te słowa: „wolność to coś czemu sami nadajemy imię”. Rodzą się w chwili, gdy zrzucone zostają wszystkie maski, odsłaniając prawdziwą miłość. W innym wierszu usłyszymy wołanie: „gabadh baan jeclaaday” – jestem zakochana w kobiecie.
Sami nadajemy imię wolności. Dla Aminy Elmi najważniejsze w tym akcie nie jest to, komu ani czemu udzielamy wolności, choćby nawet akt ten dotyczył odważnego wyjawienia miłości homoseksualnej. Mając taką moc, można – jak czyni to poetka – nadać wolności imię swojej babki, swoich miłości, swoich krajów, swoje własne imię… Można wszystko. Ważne jest kto to czyni i jakiej wewnętrznej dojrzałości potrzeba, by posiąść moc nadawania imion wolności.
Poetka pyta: „Kiedy ostatnio widziałeś człowieka? Niezanurzonego w pozycjonowaniu, uprzedzeniach, analizach. Człowieka czystego, wolnego od twojego spojrzenia”. Pytając siostrę „dokąd możemy pójść żeby twoje płuca były wolne”, myśli o wydobyciu się z kręgu przemocowych mężczyzn, a jednocześnie nieustępliwie próbuje „wypleść z tych mężczyzn znaczenia”, rozumiejąc, że kiedyś zaznali przemocy od innych mężczyzn. Widząc dla wolności szansę w postawie rewolucyjnej, dopatruje się jej nie w zwalczaniu wrogów, lecz w chronieniu bliskich swoim ciałem, w miłości, z której wyrasta wszelkie rozumienie, w życiu na serio, bez ściemy, w trosce o nasza ziemię.
Wolność daje człowiekowi milczenie i puste miejsce, przygotowane z myślą o obecności drugiej osoby. „Człowiek ma tylko to, z czego rezygnuje” – twierdzi cytowana przez autorkę Z całej miłości Simone Weil. A dalej droga do wolności prowadzi przez zakorzenienie i zabliźnienie człowieka z naturą: „wskaż cokolwiek co nazywasz domem /& trzymaj to blisko ciała / staniesz się drzewem”.
Oto Europejska Poetka Wolności. Amina Elmi. Na koniec przywołajmy jej słowa, napisane w odniesieniu do afrykańskiego pisarza żyjącego w Danii, rzucone w twarz rzecznikom Europy jako twierdzy obronnej przed obcymi kulturami: „Czarny muzułmanin pisze historię literatury duńskiej”. My w Gdańsku już wiemy, że czarna muzułmanka pisze historię europejskiej poezji wolności.





